środa, 16 kwietnia 2008


Z powodów pilnych przez jakiś czas nie będę mógł pisać na bloga.
Przepraszam za to i do jak najszybszego zobaczenia.

I won't be able to write this blog nor post new pictures for a while. Sorry for that and hope to see you soon.

Posted by o 23:15
Categories:

6 komentarze Linki do tego posta

niedziela, 13 kwietnia 2008



Yeah!

To post o dawnych dziejach, kiedy jeszcze ludzie zbierali się tutaj na wspólne wycieczki, a ja robiłem tyle zdjęć, że nie miałem czasu ich obrabiać.

Dawno, dawno temu, kiedy dla wielu mieszkańców TUAT International House Japonia była krajem tak pełnym dziwactw, że można było albo się z tego stale nabijać, albo pozostawać w głębokim, podskórnym przerażeniu, drogie i kochane International Society zorganizowało wycieczkę do Asakusy. A Karol Tomoki jak zwykle pocykał co mógł.

Asakusa to taki Most Świętokrzyski Warszawy - każdy, kto tu przyjedzie, musi to zobaczyć (heh).
Ja to na przykład mam chyba zdjęcia spod Kaminarimon (bramy Pioruna) w 6 różnych albumach ze zdjęciami z całego mojego życia.










Nadav z Izraela: pełnej krwi Polak, niestety - z polskiego umie tylko 'pieroshki'.




Sklep ze starociami...


Ciekawe, ile to kosztuje.


Strasznie mi się podoba to kimono, bo jest takie stare i niewypolerowane, nie jak większość tych na ulicach Tokio. I kolory też ma ładne





rzeczony Kaminarimon


A to moje ulubione

Posted by o 03:18
Categories:

6 komentarze Linki do tego posta

piątek, 11 kwietnia 2008



Żal wylatywać z Polski.


Ale żal też nie wracać do Japonii. Jest wystarczająco dużo argumentów, żebym został tu następny rok. A może i kolejny. Wystarczająco dużo - gdyby nie powody, dla których to nawet nie wchodzi w grę. Ale całe nasze życie jest szare, a nie czarno-białe, i dlatego warto wrzucać siebie w takie sytuacje, nieprawdaż? ;)

Dzięki temu, że pozwoliłem Julienowi przenocować u mnie swoich rodziców, którzy wpadli do niego na wakacje, mój pokój zastałem w zadbanym stanie. Był nawet czystszy, niż go opuszczałem - zawsze mama sprzątała mój pokój po moim wyjeździe, teraz mogę też
dziękować mamie francuskiej. Tylko w lodówce zastałem rzeczy sprzed wyjazdu, m.in. pomidory, jajka, konnyaku, i mleko. Co do pomidorów - tyle pleśni widziałem w swoim życiu tylko 2 razy:
  • kiedy mój brat zrobił eksperyment ze słoikiem pełnym.. bodajże grzybów (nie pamiętam czego, bo w pamięci utkwił mi, niestety, sam rezultat)
  • w liceum, za czasów naszego klasowego Bloba, ale o tym nie będziemy rozmawiać.

W dniu przylotu mój ojciec świętował 60-te urodziny, które w Japonii są specjalne, bo wtedy przechodzi się na obowiązkową emeryturę. Mój ojciec tym samym pozbawia się zajęcia, które stanowiło 90% jego dotychczasowego życia, ale na szczęście zdążył wytworzyć sobie inne sensy tegoż.

Urodziny świętowaliśmy w restauracji w Shinbashi na 42. piętrze - zczekujcie windę.


Taką chcę mieć w moim domu.

W prezencie kupiłem mu beletryzację "Katynia" Wajdy. Uzależnienie od książek (sięgające choroby) oraz fascynacja historią Polski i całej Wschodniej Polski nie pozostawiła mi wyboru ;)

Rozpakowałem się w końcu po 3. dniach. Dzisiaj spałem 13 godzin. Nigdy się nie polubiłem z jetlagiem, a może wręcz przeciwnie.


Zdjęcia z lotu
Zdjęcia z restauracji

Posted by o 23:00
Categories:

2 komentarze Linki do tego posta

sobota, 29 marca 2008


Taki po prostu widoczek z mostu Mirabeau, a jaki symboliczny: cóż lepiej może obrazować stosunek Francuzów do Amerykanów?

Posted by o 02:05
Categories:

0 komentarze Linki do tego posta

piątek, 28 marca 2008




Paryż to dla mnie miasto rzeźb i takiej dziwnej, wykalkulowanej inności. No, ta moda, na przykład. Niby jest XXI wiek, ale i tak w powietrzu wali krochmalem. Czy ten szalik musi być taki ogromny? Czy jego czapka naprawdę musi mieć tyle... włosów? Podobno Francuzi są wychowywani tak, żeby wiedzieli i pamiętali o tym, że Francja jest wspaniała, a ich język - najbardziej wyrafinowany na świecie. Przejawia się to przynajmniej w ich ubraniach i sposobie trzymania papierosa. Nie mam natomiast nic do moich znajomych Francuzów i Francuzek - macie przepiękny język i kraj, to prawda.
Chociaż wolę japoński.

No więc, tak sobie pozwiedzaliśmy różne miejsca. Niestety - ciągle zajmuje mnie bardziej po prostu szukanie okazji do fajnego zdjęcia, niż dokumentowanie klimatu miejsca. Przez co ostatecznie nie wychodzi z tego nic, bo zdjęć kupa - ale całości z tego nie ma. Ale z drugiej strony ciężko tak przez tydzień - zwłaszcza, jeśli 3 z tych dni się przesiaduje w domu :P

W tym odcinku 5ème arrondissement, czyli jedna z tych dzielnic, po których fajnie jest się przejść tak po prostu. I rzeczywiście; są ładne uliczki i szyldy; jest turecki meczet i kafejka z wróbelkami zjadającymi ze stolików; są buticzki z sukieneczkami i rzeźby z wielkimi jądrami. No i Ci dandysowaci Francuzi.



Zajebisty efekt z przesuwaniem szablonu.










Tak, żeby nie było, że kłamałem





Obejrz muj albóm :)

Posted by o 01:12
Categories:

0 komentarze Linki do tego posta

sobota, 22 marca 2008


Uf, nareszcie, chwila na zupdatowanie mojego kochanego bloga.


No więc poszliśmy z Ewą zobaczyć Paryskie Katakumby.

Chociaż znaliśmy dokładny adres (pl. Denfert-Rochereau 1) i sprawdziliśmy miejsce na mapce, znalezienie wejścia zajęło nam 0,5h. Zamieszczam zdjęcie tej niepozornej bramy do podziemi, na wypadek, gdyby ktoś w przyszłości mieał napotkać takie same problemy, jak my:



Jednak nie dane nam było Katakumb zobaczyć, bo jakiś pan zatrzymał nas przed wejściem i nie dał przejść. Był jakiś znak wywieszony, ale nie wiem, co znaczył, bo po francuskiego to nie kąprą, a angielski mi się zawsze podobał, ale jakoś nigdy nie mogłem przez niego przejść:



Domyśliłem się, że chodzi o zamianę jakiegoś klozetu, ale nie wiem, dlaczego z powodu prac toaletowych nie mogliśmy zobaczyć Katakumbów. Może to naprawdę duża toaleta.

W każdym razie poszliśmy dalej. Tego dnia zaszczyciły nas swoim widokiem: dzieci w ogrodzie Luksemburskim, Pantheon oraz Notre Dame (z zewnątrz).






W kafejce, opijając nieudane polowanie na Katakumby.




Biedny, zmęczony, opuszczony rower.


























Dzień zakończyliśmy w prawdziwej, francuskiej restauracji sushi - ale to już w następnym odcinku.

Zapraszam do obejrzenia pozostałych zdjęć w galerii :)

Przepraszam, że tak bez akcentu świątecznego. Wesołego jajka, Czytelnicy drodzy.

Posted by o 23:47
Categories:

3 komentarze Linki do tego posta

poniedziałek, 10 marca 2008



Wkrótce nowe, zarombiste foty z Paryża. (Bo niedzielę przeleżeliśmy.)

Posted by o 06:41
Categories:

2 komentarze Linki do tego posta

 
>